wtorek, 12 września 2017

IX. 31 października, niedziela


ALBUS

   Przez ostatni miesiąc wszyscy już chyba zdążyli wkręcić się w szkolny tryb życia na dobre. Lekcje były męczące, prace domowe częste i wywołujące rozpacz w mej duszy, a treningi quidditcha regularne i ostre. Niestety, ostatnio przegraliśmy z Puchonami mimo, że Scorpius złapał znicz,  i mieliśmy nieco do nadrobienia. Słyszałem już różne docinki, na przykład, że spoczęliśmy na laurach po zwycięstwie z Gryfonami. Noah zdeterminował się na poważnie i wyznaczył terminy treningów na cały semestr. Kiedy Noah Zabini robił się poważny, robiło się gorąco.
   Dzisiaj w Hogwarcie można było jednak zapomnieć na chwilę o swoich codziennych troskach i nieco się rozerwać z powodu przyjęcia z okazji Nocy Duchów. Już z samego rana Wielka Sala przybrała upiorny wygląd. Z sufitu zwisały przedziwne girlandy wystylizowane na pajęczyny, a co jakiś czas pojawiały się zaczarowane sztuczne nietoperze i przelatywały nad głowami uczniów. Ściany były pokryte jakąś podejrzaną mazią, której nikt nie odważył się dotknąć. Ja i Emma siedzieliśmy przy kominku i obserwowaliśmy to wszystko.
   - Wszyscy rozmawiają o tym przyjęciu od jakichś dwóch tygodni… - rzekła Emma – Słyszałam, że wybierasz się na nie z Hayley Sparks.
   Spojrzałem na nią. Owszem, zaprosiłem ją, a ona się zgodziła. Byłem wniebowzięty, widząc jej podekscytowanie – jakby czekała, aż ją zaproszę! Ona!
   Na pytanie Emmy odpowiedziałem skinieniem głowy.
   - A ty… przyjdziesz? – zapytałem.
   Emma wlepiła wzrok w swoje trampki.
   - Raczej nie.
   Zmarszczyłem czoło.
   - Czemu? – zaciekawiłem się.
   - Jakoś nie mam ochoty… Poza tym nikt mnie nie zaprosił – westchnęła – Ale nie, to nie jest ważne, przecież tragedia się nie stała. Po prostu… jakoś nie mam nastroju.
   Przyjrzałem jej się badawczo. Była jakaś zamyślona, strapiona. Coś się stało?... Może po prostu miała zły dzień?
   Wyciągnąłem rękę w jej stronę, chociaż nie planowałem tego. Odgarnąłem ciemnozłote włosy z jej twarzy, wtedy na mnie spojrzała. Jakoś nagle zapomniałem, co chciałem powiedzieć…
   - Cześć! Co robicie? – usłyszałem dziewczęcy głos.
   Hayley stanęła za naszymi fotelami i przyglądała nam się badawczo. Jej malinowe usta były rozciągnięte w uśmiechu, ale spojrzenie było jakby podejrzliwe.
   - Hej, Hayley - przywitałem się, zabrawszy rękę od twarzy Emmy - Rozmawialiśmy właśnie o zabawie...
   - O! Ja też chciałam o tym z tobą porozmawiać - oznajmiła Hayley i dosłownie uwiesiła się na mojej szyi.
   - To ja... Nie będę wam przeszkadzać - odparła Emma i szybko wstała z fotela.
   - Em, czekaj! - zawołałem za nią, ale ona była już coraz bliżej drzwi.
   - Papatki! - zaszczebiotała Hayley i pomachała w jej stronę.
   Ta sytuacja wydawała mi się co najmniej dziwna.
   Hayley usiadła w fotelu obok, dokładnie tam, gdzie siedziała wcześniej Emma. Założyła nogę na nogę i wpatrywała się we mnie wyczekująco. Niezbyt rozumiałem, o co jej chodziło...
   - Chciałaś porozmawiać o Nocy Duchów, prawda?... - podjąłem w końcu.
   - O co chodziło z tą Emmą? - zapytała.
   - Co?... - zdziwiłem się.
   - Trzymałeś rękę w jej włosach, patrzyłeś w jej oczy...
   - N-no... Tak - przyznałem, zupełnie zdezorientowany - Ona... Miała coś we włosach, chyba jakąś muszkę. Wyciągnąłem ją - skłamałem na poczekaniu.
   - Rozumiem... - odrzekła Hayley i chwyciła kosmyk swoich wiśniowoczerwonych włosów - Jak wyglądałabym jako blondynka?
   - Pewnie p-pięknie... - uśmiechnąłem się nieśmiało.
   Włosy Hayley przybrały ciemnozłotą barwę, wydłużyły się nieco i zakręciły w loki. Wyglądała na zadowoloną z siebie, a ja na ten widok przypomniałem sobie Emmę w rozpuszczonych włosach. Dziwna myśl pojawiła się w moim umyśle. Czyżby Hayley była zazdrosna?...

***

   Przedpołudnie spędziłem, wysłuchując rozważań Hayley na temat zabawy. Koniecznie chciała wiedzieć, jak się ubiorę, a ja próbowałem wymyślić coś na szybko, prześwietlając w myślach moją garderobę. Czy dziewczyny planują takie rzeczy wcześniej? Bo Hayley wydawała się mieć wszystko opracowane...
   Kiedy wymyśliłem na szybko jakiś strój, Hayley zmarszczyła lekko czoło i oznajmiła, że musi przejrzeć moją szafę. Chciała, żebyśmy byli dopasowani kolorami czy czymś tam.
   Okay, może to było dla mnie trochę niekomfortowe, ale w końcu się zgodziłem i teraz ona grzebała w moich ubraniach, co chwila odrzucając coś za siebie, na moje łóżko. Ja natomiast stałem obok i zastanawiałem się, co z tego wyniknie...
   Nagle ktoś szarpnął za klamkę i otworzył drzwi. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem Scorpiusa w towarzystwie Noah.
   - Al, widziałeś gdzieś Ro-... - urwał Scorp, kiedy zobaczył Hayley.
   Dziewczyna przypatrywała się dwóm przybyłym z zaciekawieniem. Scorpius podarował mi spojrzenie, które i bez znajomości legilimencji mogłem odczytać jako: „Co ona tu robi?”. Noah zachichotał pod nosem.
   - To my nie przeszkadzamy! - zawołał entuzjastycznie i lekko popchnął Scorpiusa w stronę drzwi - Nie tylko ja pojawię się dzisiaj na zabawie w towarzystwie pięknej dziewczyny!
   Zachichotał ponownie i wyszedł z dormitorium razem ze zdezorientowanym Scorpem. Hayley wróciła do przetrząsania moich ubrań.

***

   W ciągu dnia spotkałem Lily, która wprost promieniała z powodu zabawy. Nigdy zbytnio nie ekscytowała się takimi przyjęciami, toteż byłem lekko zdziwiony.
   - No, a w ogóle to idę z Lysandrem, zaprosił mnie - pochwaliła się i wszystko stało się jasne - Słyszałam, że ty wybierasz się z Hayley. A wiesz co? Hugo chciał zaprosić Kate, ale to ona zaprosiła jego!
   Zachichotała. Rany, Lily mogła nadawać godzinami! A jak się nakręciła jak katarynka, to ciężko było ją uciszyć.
   - Ale nawijasz, Lilka - skomentowałem z uśmiechem na twarzy. Miałem słabość do tego rudowłosego trzpiota - Więc... Lysander cię zaprosił.
   Uważajcie. Mam coś takiego jak instynkt starszego brata i to się właśnie aktywowało.
   - No tak... - odparła, wzruszając ramionami - A to źle?
   - Nie wiem - przyznałem.
   - Jesteś dziwny, Albus... - Lily nadęła lekko policzki.
   Lysander Skamander, o którym mowa, był synem naszej przyszywanej ciotki Luny, po której Lilka nosiła drugie imię. Był rok młodszy ode mnie i miał brata bliźniaka Lorcana. Znaliśmy się wszyscy od dziecka, skoro nasi rodzice się przyjaźnili. Obaj byli w porządku, czasem tylko Lysander opowiadał farmazony o jakichś narglach, jakby miał przywidzenia. Jednak zauważyłem, że wyjątkowo lubił spędzać czas z Lilką i to mnie zastanawiało. No bo moja młodsza siostra w związku?... Nie, nie widziałem tego.
   Nie widziałem również siebie na tej zabawie. Jak ja dam radę wykrztusić z siebie cokolwiek, gdy będę tańczył z Hayley, otoczony szczebioczącymi parkami?...

SCORPIUS

   Zamieszanie i kocioł panujący obecnie w szkole zwykle towarzyszył takim wydarzeniom jak właśnie Noc Duchów. Początkowo planowano zorganizować tylko ucztę jak co roku, ale prefektom udało się przekonać nauczycieli do zmiany planów. Zresztą McGonagall tak uwielbia taniec, że to nie było trudne zadanie. Ja i Jennifer zostaliśmy wybrani w tym roku na prefektów Slytherinu, a ta inicjatywa wyszła od niej. Poparłem ten pomysł po namyśle. Może nie byłem wielkim fanem potańcówek, jednak zawsze coś się w tej szkole działo. Jennifer wydawała się być naprawdę przejęta imprezą. Od rana biegała po zamku, wypytując osoby zaangażowane, czy przygotowania przebiegają zgodnie z planem.
   Ja nadzorowałem strojenie Wielkiej Sali, przez co musiałem wstać wcześniej niż zwykle. Później miałem teoretycznie wolne, więc kręciłem się po zamku z Noah. Albusa zauważyłem gdzieś w korytarzu. Na jego ramieniu uczepiona była Hayley, która coś tam do niego świergotała. Nie spodziewałem się jednak, że pójdą do naszego dormitorium…
   Wszyscy tylko gadali o tym, kogo zaprosili i z kim idą ich znajomi oraz znajomi znajomych… Miałem tego dość. Jennifer ogłosiła, że prefekci mają przyjść sami, żeby się nie rozpraszać, bo naszym głównym zadaniem jest organizacja, a potem zabawa. Według mnie nieco przesadzała. To było trochę nie fair – Al mógł sobie iść z taką Hayley Sparks, a ja miałem siedzieć sam i nadzorować przebieg imprezy… Jakbym był opiekunem czy coś. No przecież na takich przyjęciach nawet nauczyciele się bawią, a nam, uczniom, już nie wolno? Może ja też chciałbym zaprosić dziewczynę?
   Ciekawiło mnie, czy gdybym jednak mógł z kimś pójść, to też chwaliłbym się tym na cały Hogwart jak reszta… W obecnej sytuacji jednak czułem, że jeżeli nie porozmawiam z kimś na inny temat niż Noc Duchów, to zwymiotuję. Problem tkwił w tym, że Albus był zajęty wybieraniem sobie ciuszków z Hayley, Noah mówił tylko o Lin Blue i o tym, jaka jest piękna (to ją zaprosił), a Rose jakoś nie mogłem znaleźć. Wreszcie jednak, będąc w którymś z korytarzy, usłyszałem jej głos.
   - Mnie zaprosił Patrick, no ale odmówiłam – oznajmiła.
   Och nie… Ty też…
   - I to chyba nie tylko z powodu tego zakazu Jennifer? – podsunął drugi dziewczęcy głos, którego właścicielkę zidentyfikowałem jako Kelly.
   - Było wiele powodów – odrzekła Rose – Poza tym wiem, że on podoba się Lucy. Nie mogłabym jej tego zrobić.
   - Ja to bym chciała, żeby można było zapraszać nauczycieli… - rozmarzyła się Kelly.
   - Żartujesz sobie – usłyszałem Emmę – Zaprosiłabyś pana Blaira?
   - Ja i Austin prezentowalibyśmy się epicko – zachichotała w odpowiedzi.
   - Austin? – powtórzyła Rose – To już rozmawiasz z nim na „ty”?
   - Nie z nim, o nim – sprostowała Kelly.
   - Jesteś niemożliwa – skomentowała Emma.
   Nie chciałem podsłuchiwać… Najwyraźniej wszystkie trzy siedziały za rogiem ścian, bo słyszałem je wyraźnie. Początkowo chciałem zawrócić, ale ostatecznie zdecydowałem co innego. Może i było to nieuprzejme z mojej strony, ale czułem, że zaraz zwariuję.
   - Witam panie! – zawołałem, wyłaniając się zza rogu.
   Miałem rację, wszystkie trzy siedziały sobie we wnęce na kamiennej ławce.
   - Scorpius! – zauważyła Rose.
   - Tak mam na imię – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu – Nie mówcie mi, że wy też wałkujecie temat Nocy Duchów. To już się robi niesmaczne!
   - Mówisz tak, bo nie możesz nikogo zaprosić? – zapytała Kelly.
   - Mówię tak, bo o niczym innym nie słyszę! – wyjaśniłem.
   - W porządku – westchnęła Emma – Widocznie żadne z nas z nikim nie idzie, możemy założyć Klub Wiecznie Samotnych.
   - Em… Proszę cię… - odezwała się Rose – Nie wiedziałam, że tak się tym przejmujesz.
   - Żartuję przecież – Emma wywróciła oczami – Nigdy mnie takie rzeczy nie obchodziły.
   - No to widocznie tylko Al z naszej grupki ma osobę towarzyszącą – wtrąciłem – Ale spoko, przecież chyba nie zakażą nam z nimi rozmawiać?
   - Chyba nie – odparła Emma, wzruszając ramionami – Ale ja raczej nie przyjdę. Wybaczcie…
   Wstała z ławki i zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, odeszła. Rose i Kelly wymieniły znaczące spojrzenia, a ja poczułem się zdezorientowany.
   - To przeze mnie?...
   - Nie, nie przez ciebie – zapewniła Rose.
   - Bardziej przez Albusa… - mruknęła Kelly pod nosem, a Rose skarciła ją spojrzeniem.
   Przez Ala? W sumie Emma zmarkotniała, jak wspomniałem o tym, że on idzie z Hayley… Al podobał się Emmie?...

***

   Przyjęcie rozpoczęło się przemową profesor McGonagall, która życzyła wszystkim miłej zabawy. Rozejrzałem się jeszcze raz po Wielkiej Sali. Stoły były zsunięte pod ściany, dzięki czemu sala zrobiła się jeszcze większa. Tam, gdzie zwykle zasiadali nauczyciele, mieściła się teraz scena, na którą lada moment miał wkroczyć czarodziejski zespół Feliksir. Kilka podekscytowanych dziewczyn w pobliżu piszczało, wyczekując muzyków. Wreszcie pojawił się Feliks Fry, lider zespołu, a piski stały się jeszcze głośniejsze.
   - Jesteście gotowi, żeby roznieść z nami tę budę? – zawołał Feliks, a potem się roześmiał – Żartuję, pani profesor – spojrzał przepraszająco na McGonagall – Sam skończyłem Hogwart, to zaszczyt móc tu wystąpić! Jesteście gotowi na Feliksir?
   Powiedziałbym, że niektórzy byli nawet zbyt gotowi, sądząc po reakcjach. Wielka Sala wręcz wrzała. Reszta zespołu dotarła na scenę i po chwili wystartowali ze skoczną, rockową piosenką na rozpoczęcie. Podekscytowane pary ruszyły na parkiet, który bardzo szybko się zapełnił. Postanowiłem poszukać kogoś znajomego.
   Albus wyglądał komicznie, próbując tańczyć z Hayley, która skakała niekontrolowanie i śpiewała na cały głos razem z zespołem (co wychodziło jej niezbyt urodziwie). Ale przynajmniej wyszło im dopasowanie się pod względem ubrań – Al miał na sobie czarną koszulę i czarne spodnie oraz czerwony krawat, a Hayley założyła szkarłatną sukienkę z koronką. Dalej zobaczyłem Noah wygłupiającego się przed Lin, której najwyraźniej się to podobało.
   Nagle poczułem, jak ktoś szarpie mnie za rękaw. Odwróciłem się i zobaczyłem Rose. Wyglądała uroczo w szafirowej sukience z cekinowymi akcentami. Część włosów miała spiętą do tyłu, reszta rudych loków spływała na ramiona. Uśmiechnąłem się szeroko na jej widok.
   - Pewnie teraz wszyscy chłopcy żałują, że nie mogłaś z nimi pójść – zawołałem do niej, bo w sali było naprawdę głośno.
   Uśmiechnęła się i pokręciła głową.
   - Mówisz o sobie? – zachichotała, rumieniąc się lekko.
   - Może – zaśmiałem się – Dołączymy? – zaproponowałem, wskazując głową parkiet.
   Wyciągnąłem rękę w jej stronę, a ona uśmiechnęła się i podała mi dłoń. Nie tańczyliśmy jednak, trzymając się za ręce. Postanowiłem, że pójdę potańczyć od razu, bo później pewnie będzie czas na wolne tańce, w których zbyt dobry nie byłem. Wkrótce obok nas pojawiła się Kelly.
   - Jak się bawicie? – zawołała – Ojej, ale fajnie dopasowaliście się kolorystycznie! Planowaliście to?
   Ja i Rose spojrzeliśmy po sobie, zdziwieni. Roześmialiśmy się, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że moja koszula miała podobny odcień do jej sukienki.
   - Nie, tak jakoś samo wyszło – wyjaśniłem – Serio.
   - Chyba nadajecie na tych samych falach – stwierdziła rozbawiona Kelly i puściła nam oczko.
   Chwilę potem wywijaliśmy w trójkę, aż nie przyleciał Noah z Lin i dołączył do nas.
   - Szkoda tylko, że nie mogliśmy się jakoś poprzebierać – westchnęła Lin.
   No tak… Mieliśmy, jak to określiła Jennifer, „nie urządzać durnych przebieranek jak ci mugole”. A to mogłoby być zabawne… No ale w każdym razie nie odbierało nam to zabawy.
   Do naszej gromadki wkrótce dołączyli również Al i Hayley, a potem i Jennifer. Na początku była przeciwna temu, by prefekci też się bawili, ale i ona dała się porwać tańcom. Nagle zauważyłem w tłumie Emmę. Założyła dopasowaną czarną sukienkę i swoje ukochane trampki, a włosy tradycyjnie spięła w koczek. Szturchnąłem lekko Ala, a on wyszczerzył się na jej widok i pomachał do niej. Emma podbiegła do nas i natychmiast wepchaliśmy ją w środek naszego kółka.
   - Witamy w naszych skromnych progach – zaśmiała się Kelly.
   - Wyglądasz ekstra! – zawołała Rose.
   - Byłoby chyba lepiej bez tych trampków… - stwierdziła Hayley, prześwietlając ją wzrokiem.
   - Buty do tańca powinny być wygodne, a te są najwygodniejszymi, jakie znam – oznajmiła Emma wesoło. Widać przeszedł jej zły nastrój.
   - Fajnie, że przyszłaś – stwierdził Albus z uśmiechem.
   Wieczór minął nam naprawdę wesoło. Potem zrobiliśmy sobie przerwę na jedzenie. Oczywiście nie zabrakło cukierków i łakoci z Miodowego Królestwa.
   - Myślicie, że ta muzyka kiedykolwiek zwolni? – zapytała Hayley, odwijając papierek z okrągłego lizaka. Wyglądała na zniecierpliwioną.
   - Ch-chyba jeszcze trochę – odezwał się Al. Przy Hayley zawsze był nerwowy, więc domyślałem się, że perspektywa tańczenia z nią wolnego niezbyt go uspokajała.
    Wkrótce rzeczywiście zrobiło się jakoś bardziej nastrojowo. Feliks poprosił o chwilę uwagi.
   - Teraz przyszedł czas na nieco wolniejsze tempo… - ogłosił – Jesteście gotowi na „Feliksir miłości”?
   - Nareszcie! – zawołała uradowana Hayley – Uwielbiam tę piosenkę! Chodźmy, Al!
   Chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą, onieśmielonego. Zaśmiałem się na ten widok. Noah oczywiście zaraz poszedł w ich ślady i zabrał Lin ze sobą. Zostałem więc jedynym chłopakiem w towarzystwie czterech koleżanek.

 ROSE

   Pomiędzy nami zapadła cisza, podczas której przyglądaliśmy się parom przytulającym się na parkiecie. Albus widocznie się denerwował i tylko kołysał się na boki, niezupełnie rytmicznie, obejmując Hayley drżącymi rękami. Gdzieś dalej zauważyłam Hugona i Kate, którzy chyba próbowali nawiązać jakąś rozmowę, żeby nieco zmniejszyć poziom niezręczności. W pobliżu widziałam Lily z Lysandrem. Ta natomiast niczym się nie przejmowała, gadała jak najęta jak zwykle. A może właśnie tak rozładowywała zakłopotanie?
   Niektórzy pokazywali sobie, jak pan Gregory poprosił do tańca pannę Huston. Widziałam też Jamesa tańczącego z Tarą Finnigan, czy jej brata Paula z Amelią Thomas. Nie zdziwiłabym się, gdybym usłyszała o kilku nowych parach po tej zabawie…
   Spojrzałam na Scorpiusa, który też mi się przypatrywał, jak się okazało. Odwrócił wzrok na moment, ale za chwilę znów nim powrócił.
   - Rose, może chciałabyś-
   - Cześć, Rose!
   Podszedł do nas Dipper Dursley i uśmiechał się, najwyraźniej do mnie.
   - Ładnie wyglądasz – oznajmił – Zatańczsz?
   Wyciągnął rękę w moją stronę. Nie wypadało odmówić, a więc przyjęłam zaproszenie i podałam mu dłoń. Rozmawialiśmy trochę o szkole. Dipper był prefektem Ravenclawu i również był zaangażowany w organizację przyjęcia.
   - Szkoda, że mieliśmy nikogo nie zapraszać – rzekł – Ale i tak dobrze się bawię. A ty?
   - Jest fajnie – przyznałam, skinąwszy głową.
   Gdzieś dalej zobaczyłam Scorpiusa tańczącego z Jennifer. Jak się okazało, do tańca ruszyły też Kelly i Emma, które do tańca najwyraźniej poprosili kolejno mój kuzyn Fred i Devin Bryson z Ravenclawu.
   Z Dipperem przetańczyłam jeszcze jedną piosenkę, a potem pojawił się Patrick i zażądał odbijanego, a więc teraz tańczyłam z nim, a Dipper kołysał się z Roxanne. Nie udało mi się już wypatrzyć Scorpiusa, co trochę mnie zasmuciło. Ciekawe, czy poprosiłby mnie wtedy, gdyby nie przyszedł Dipper…
   Potem udało mi się wyrwać z objęć Patricka i pogadać trochę z Emmą, podczas gdy Kelly zachwycała się dzisiejszym wyglądem pana Blaira. Kiedy Emma zdecydowała, że już idzie, zaproponowałam, że obie ją odprowadzimy. Opuściłyśmy więc Wielką Salę.
   - Albus chyba dobrze się bawi z Hayley – mruknęła Emma – To znaczy… Cieszę się, że fajnie spędza czas…
   - E tam, daj spokój – Kelly machnęła ręką – Jak dla mnie to ona jest zbyt zaborcza. I chyba zrobiła się o ciebie zazdrosna…
   - O mnie? – zdziwiła się Emma.
   - Nie widziałaś jej dzisiaj? – Kelly spojrzała na nią znacząco – Trzymała Albusa jak w klatce. Jakby obawiała się, że zniknie, gdy spojrzy na inną dziewczynę niż ona! I wystylizowała sobie włosy podobnie jak twoje.
   - Żartujesz? Porównujesz jej aksamitne włosy do tego mojego siana? – prychnęła Emma ze śmiechem.
   - Ale ty przecież masz ładne włosy, nie opowiadaj! – wtrąciłam – Więcej wiary w siebie, Em.
   - Jak zrobi sobie jeszcze takie krzywe zęby jak moje, to chyba umrę ze śmiechu – żartowała dalej.
   Ja i Kelly też się roześmiałyśmy. Tak szczerze, to wydawało mi się, że Albus jest po prostu zauroczony Hayley, bo trzeba było przyznać – była ładna. Przypuszczałam jednak, że po jakimś czasie to minie. Zobaczymy, jak sprawy się potoczą. Hayley rzeczywiście potrafiła być zazdrosna, ale większą zazdrośnicą była Jennifer. To oczywiste, że zakazała prefektom kogokolwiek zapraszać ze względu na mnie. Pewnie kierowała się zasadą: „Albo ja, albo nikt”, a przecież Scorpius by jej nie zaprosił. Chociaż z nią tańczył… Ale to pewnie wyszło z jej inicjatywy.
   Szłyśmy dalej, rozmawiając głównie o naszych planach na jutro, gdy nagle usłyszałam jakiś dziwny odgłos, coś jakby chlupotanie. Zatrzymałam się.
   - Słyszałyście to? – zapytałam.
   - Co? – zdziwiła się Kelly.
   - Czekaj! – uciszyłam je gestem ręki.
   Chlupotanie rozległo się ponownie.
   - Teraz słyszę – odrzekła Emma.
   Rozejrzałyśmy się, ale w pobliżu nikogo nie było. Spojrzałam w górę, by sprawdzić, czy dach nie przecieka, ale to raczej nie było źródłem tych dźwięków.
   - O fuj, co to jest?... – usłyszałam Kelly.
   Odsunęła się od czegoś czarnego na posadzce, przypominającego maź. Przyjrzałam się temu z bliska. Substancja przypominała trochę smołę i to najwyraźniej ona tak bulgotała.
   - To się wylewa z tej klasy… - zauważyła Emma.
   Pod drzwiami faktycznie było tego pełno. Coś musiało się rozlać, bo drzwi były uchylone.
   - Lepiej kogoś zawołajmy… Kelly, co ty robisz? – zapytałam, widząc, jak przyjaciółka planuje zbadać sprawę na własną rękę.
   - Tylko zajrzę, co tam się dzieje! – zapewniła i zerknęła przez uchylone drzwi – Co, u licha?...
   Ja i Emma podeszłyśmy bliżej. Maź zaczęła się kurczyć, jakby wracać do klasy. Zanim zdążyłyśmy ją powstrzymać, Kelly weszła do środka. Ruszyłyśmy za nią.
   W sali było podejrzanie normalnie. Czarna maź zniknęła, nie było jej już nawet słychać. Coś zaturkotało w rogu klasy i spojrzałyśmy w znajdującą się tam skrzynię.
   - Naprawdę mi się to nie podoba – oznajmiłam – Chodźmy po kogoś, żeby to sprawdził. Najlepiej po profesora Collinsa.
   Kelly i Emma kiwnęły głowami jednocześnie, a potem nagle ich twarze zbielały i zaczęły się we mnie wpatrywać wybałuszonymi oczami.
   - Co wam się sta-… - urwałam, po poczułam coś włochatego na ramieniu.
   Odwróciłam się, czując, jak serce podchodzi mi do gardła i zobaczyłam, że ze skrzyni wychodzi ogromny, obrzydliwy pająk. Krzyknęłam wniebogłosy i rzuciłam się do ucieczki. Pająk ruszył za mną.
   - Rose! Spokojnie, to bogin! – zauważyła Emma – Przecież by się w tym nie zmieścił! Pomyśl o czymś zabawnym!
   Spróbowałam się opanować i nie patrzeć w osiem przeraźliwych oczu. Szybko wyciągnęłam różdżkę i zebrałam się w sobie, by krzyknąć:
   - Riddiculus!
   Pająk, rażony zaklęciem, skulił się, skurczył i zamienił w kłębek wełny. Od razu posłałam go z powrotem do skrzyni i porządnie ją zamknęłam. Nienawidziłam pająków! Zawsze panicznie się ich bałam.
   - Wszystko w porządku? – zapytała Emma, podchodząc do mnie z Kelly.
   - Chyba tak… - wysapałam – Chodźmy już stąd, trzeba powiedzieć o wszystkim profesorowi.
   Wtedy poczułam coś zacieśniającego się wokół mojej kostki. Spojrzałam w dół i zobaczyłam tajemniczą, czarną maź. Kelly i Emma spróbowały zdjąć to ze mnie różnymi zaklęciami, ale maź pięła się w górę, pokrywając już moje stopy.
   - Co to jest?! – wrzasnęłam, starając się tego pozbyć.
   - Biegnę po profesora! – oznajmiła Kelly – Em, zostań tu!
   Wybiegła z klasy, a Emma kontynuowała bezowocne próby zatrzymania kleistej mazi. Rzuciła kolejne zaklęcie, a ja aż podskoczyłam.
   - Au! Trafiłaś mnie! - jęknęłam.
   - Zaklęcia przez to przenikają?! Co to jest? - przeraziła się i wróciła do próby ściągnięcia tego ze mnie siłą fizyczną - bez skutku.
  Lepka substancja wkrótce pokryła mnie całą. Szamotałam się z tym, słysząc rozpaczliwe krzyki Emmy. Nic nie widziałam, zaczynałam się dusić. Popłakałam się, pragnąc, by to się skończyło... Nagle maź jakby się rozluźniła i już myślałam, że się uwolnię, gdy poczułam mrowienie na całym ciele. Struktura mazi zmieniła się na włochatą, przeszyły mnie dreszcze i nieprzyjemne łaskotki. Ze zgrozą uświadomiłam sobie, że chodzą po mnie pająki i straciłam zdrowy rozsądek.